MACIERZYŃSTWO

Moje ciężkie początki karmienia piersią. W końcu odważyłam się o tym napisać.

4 września 2019

O karmieniu piersią mogę rozmawiać godzinami. Mam wrażenie, że na ten temat, wiem wszystko i nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć. Po moich przejściach i sytuacjach niezależnych ode mnie, jestem 100 % pewna, tego co przekazuję tu na blogu, w temacie karmienia piersią. Jest tu kilka artykułów poświęconych tej tematyce, np. tu lub tutaj, albo tutaj. Jestem dumna z mojej pracy, jaką jest poświęcenie, w karmieniu własnym mlekiem moich dzieci.

Starszą córkę przez 15 miesięcy dzielnie karmiłam mlekiem z piersi, ale butelką. Tak- byłam matką karmiącą piersią inaczej (KPI). Po tym ciężkim okresie, nigdy więcej nie chciałam do tego wracać. Zawszę będę odradzać tego typu rozwiązanie, dlatego też przy drugiej córce bardzo walczyłam o karmienie, po prostu z piersi. I nie było to moją fanaberią, żeby używać laktatora do produkcji mleka. Starsza córka, zaraz po urodzeniu, w związku z jej problemami zdrowotnymi, została przewieziona do innego szpitala, nie miałam jej przy sobie, było to moje pierwsze dziecko, nie umiałam karmić jej z piersi, ona nie współpracowała. Udało się karmić ją mlekiem naturalnym, ale niestety z butelki! Był to ciężki dla mnie okres, chyba jeden z gorszych w moim życiu. Siedziałam na laktatorze jakieś 10 godzin w ciągu doby. Bez względu czy to był dzień czy noc, co 3,4 h musiałam odciągać pokarm. Parzyłam butelki, chodziłam z kapustą na piersiach i zegarkiem w ręku, kiedy następne odciąganie. Męczarnia! Czułam się jakbym nie była już kobietą, czułam się jak maszyna do robienia mleka, jakbym nie mogła być już nigdy „normalną mamą ze zdrowym dzieckiem”. To było okropne!!! Jedyne co mnie wtedy trzymało przy zdrowych zmysłach to moja mama, moja sąsiadka, która była moim wsparciem, bo także przez to kiedyś przechodziła i determinacja!

Z młodszą córką Helenką było łatwiej, ale też nie była to przygoda mlekiem płynąca. Kiedy ją urodziłam, myślałam, że będzie lżej, bo zdrową, dostanę ją, prosto po porodzie. Okazało się, że i ona natychmiast po cesarskiemu cięciu została przewieziona na patologię noworodka, w związku z naszym konfliktem serologicznym, dostała bardzo wysokiej żółtaczki i tyle ją widziałam. Powtórka z rozrywki- pomyślałam. Ale, wiedziałam czego się spodziewać. Wiedziałam jakich błędów nie popełniać. Przez 2 pierwsze tygodnie musiałam, tak samo jak w przypadku pierwszego dziecka, odciągać mleko i wozić do szpitala. W szpitalu czekałam, nieraz kilka godzin, żeby Helenka się wybudziła i mogła (oczywiście po tygodniu dopiero mogłam wziąć ją na ręce, leżała w inkubatorze), mogła ją przystawić do piersi. Nie było to łatwe, Helenka od chwili narodzin jadła tylko z butelki, żółtaczka osłabiała jej organizm, co powodowało że nie miała siły ssać. Jeździłam tak 2 razy dziennie do niej, do szpitala, nie dawałam za wygraną, nie chciałam popełnić tego samego błędu i karmić laktatorem, to całkowicie odpadało! Nie miałam tyle czasu „siedzieć na laktatorze”, miałam wtedy 2 dzieci na wychowywaniu. Byłam przekonana, że albo będę karmić piersią, albo dostanie modyfikowane z butelki, (z tym, że szkoda byłoby marnować mojej ilości mleka, która napływa rozkręcona laktatorem). Dlatego walczyłam i wywalczyłam dla nas ciężką pracą, ale to naprawdę ciężką harówą, karmienie piersią, które trwało 25 miesięcy.

Nie chciałam o tym wszystkim pisać. Nie chciałam, żeby ludzie myśleli, że użalam się nad sobą i próbuje pokazać matkę polkę „cierpiętnicę”. Wcale tak nie jest, musiałam nabyć odwagi i chyba musiało minąć trochę czasu, żeby podejść do tematu z dystansem. Pisząc taki tekst w trakcie karmienia piersią, mógłby on wywrzeć na Was zupełnie odwrotny skutek 😉 a tego nie chcę! 🙂

Otóż przyglądając się młodym mamom, które bardzo pragną karmić piersią, ale niestety, zbyt łatwo się poddają i rezygnują same z tego dobrodziejstwa, znajdując sobie powody typu: bo nie leci mleko, bo sutki krwawią, bo piersi bolą, bo doszło do zapalenia, bo zatkały się kanaliki, bo nie mają siły, są wyczerpane, niewyspane, bo ich dziecko jest głodne, bo dziecko nie chce ssać, dziecko nie potrafi, dziecko nie dojada itp. Przede wszystkim rezygnują, bo nikt im  nie powiedział jak będzie ciężko, jak trzeba się poświęcić, nastawić.

Chodziłam do szkoły rodzenia za którą zapłaciłam sporo kasy. O karmieniu piersią „od strony kuchni”nikt tam nie mówił:/ Godzinny wykład, (gdzie ja walczyłam z kp 2 miesiące) poświęcony był tylko temu, jak cenne jest karmienie piersią, ale nikt nie powiedział, jak się tego nauczyć i jaka jest w tym ciężka praca matki. I tutaj jest luka systemowa! Kobiety nie chcą karmić piersią, bo są niewyedukowane!!!!!!!!!!!!! Chcą, ale nie umieją! W kryzysach które są normą, nie mają nawet do kogo zadzwonić, nie mówić już o wsparciu na żywo. Nie każda wie, że wszystkie mamy przez to przechodzą. Ja też!! Ja również przechodziłam przez każdy z tych wymienionych etapów. Wyłam z bezsilności, bezradności, bólu, zmęczenia pomieszanego z troską o chore dzieci i hormonami. Dlatego postanowiłam, że chce o tym napisać, żeby wesprzeć młode mamy, dodać im siły i odwagi o walkę z karmieniem piersią. Odwagi do szukania pomocy. Bo karmienia piersią trzeba się nauczyć. To jest matka natura, ale taka której potrzeba czasu, wytrwałości i wsparcia. Pierwsze 2 miesiące były dla mnie naprawdę ciężkie. Po tym czasie byłam silniejsza, byłam pewna, że daję mojemu dziecku wszystko to co najlepsze, kiedy tylko tego potrzebuje, już bez bólu, ale z uśmiechem na ustach. I jakby mi ktoś zadał pytanie: co było dla mnie najtrudniejsze w pierwszym etapie macierzyństwa, nie odpowiedziałabym, że poród, że kąpiel dziecka, że rozszerzenie diety. Odpowiedziałam, że zdecydowanie to KARMIENIE PIERSIĄ. Kto się ze mną zgodzi?

You Might Also Like

29 komentarzy

  • Odpowiedz agata 4 września 2019

    wow gratuluję taki wpis dla niektórych to cenna wiedza. mi się już nie przyda ale innym będę polecać.

  • Odpowiedz iza 4 września 2019

    Karmiłam 3 dzieci piersią, były zdrowe więc miałam łatwiej, ale czy to było łatwe? No nie już trochę zapomniałam jak to jest kp.

  • Odpowiedz Majka R. 4 września 2019

    Gratuluję odwagi 🙂 Wpis świetny.

  • Odpowiedz Ada 4 września 2019

    A mi łatwo przyszło karmienie piersią, jakoś tak naturalnie, lubiłam to robić, nie żałuję, wspaniały czas dla mamy i dziecka.

    • Odpowiedz Madagene 5 września 2019

      fuksiara! bo to wszystko jest w naszej głowie:) a miałaś jakieś wsparcie? mamę, kolezankę, ciocię ?

  • Odpowiedz emma 4 września 2019

    Wspolczuje dwojka dzieci zaraz po porodzie bez matki.

  • Odpowiedz dorota 4 września 2019

    No i szanuję! Tez uwazam ze gdybym wiedziala wiecej to bym karmila ale niestety w moim szpitalu nie bylo laktacyjnej a polozne nuc nie pomagaly. karmilam mm

    • Odpowiedz Madagene 5 września 2019

      u mnie w szpitalu byłu laktacyjne ale wiadomo kazda matka chciala pomocy wiec na caly oddział było 3 laktacyjne, latały jak mogły pomagac ale to za mało uwazam.

  • Odpowiedz marzena 4 września 2019

    Uwazam że kazda kobieta rodzaca powinna miec swoja indywidualna pomoc laktacyjna.

  • Odpowiedz luisa 4 września 2019

    No to się umeczylas naprawde podziwiam Cie 🙂

    • Odpowiedz Madagene 5 września 2019

      oj bardzoooooo się umeczyłam, najgorszy okres w moim zyciu 🙁

  • Odpowiedz jolka 4 września 2019

    jaaaa!!! ja się zgadzam zdecydowanie kp

  • Odpowiedz monika 5 września 2019

    Dla mnie to również to całe karmienie piersia to jest jak przejscie przez piekło. Dopiero wowcas soewiedzialam sie o trudach macierzynstwa. Wtedy zaczelam rozumiec te matki ktore sa wykonczone. Nie mile wspominam ale warto i nie zaluje. Po okolo miesiacu takiego naprawde mocnego wykonczenia wyszlo slonce dla nas, mala przestala sie tak czesto budzic w nocy zaczela ładnie ssac a ja moglam ja zabierac ze soba wszedzie i podawac piers kiedy chce bez zbednego bagazu. Cudowny czas to karmienie piersia, nie do opisania.

  • Odpowiedz kamila 5 września 2019

    Taka prawda ale ja wiecej o karmieniu piersia dowiedzialam sie od siostry i tylko dzieki niej karmilam syna przez 2 lata. Nikt mi o tym wczesniej nie mowil a te kobiety kotre nie maja dzieci przezywaja szok jak urodza bo jest to dla nich zupelnie nowe. Ja mialam to szczescie ze starsza siostra rodzila 6 lat temu wiec ja bylam i jestem na bierzaco uczylam sie od niej.

    • Odpowiedz Madagene 5 września 2019

      Masz racje takie wsparcie to na wage zlota. Nie kazdy moze go miec.

  • Odpowiedz ewelina 5 września 2019

    Ciężka szkoła, ale niezapomniane chwile, bliskość jaka sie przezywa tylko 1 raz w zyciu . Warto uwazam mimo trosk i łez.

    • Odpowiedz Madagene 5 września 2019

      Masz racje to sie dzieje tylko raz w zyciu, nigdy dzieciaczki nie beda noworodkami .

  • Odpowiedz ewka 5 września 2019

    Niestety nie karmiłam piersią bo nie dałam rady, byłam tak wykonczona probami ze w koncu dałąm butelke i jak dziecko zaczelo spac to poczulam mega ulge. Tez nie zaluje ze nie dawalam piersi ale moze dlatego ze wlasnie tego nie doswiadczylam. Moze z drugim dzieckiem sie uda, biore napewno laktacyjna na wyłacznosc.

  • Odpowiedz jula 5 września 2019

    Ale to jest tak samo jak z porodem siłami natury. Niby matka natura nas obdarzyła takim darem ze my kobiety mamy rodzic, ale w wiekszosci przypadkow bez oksydocyny sie nie ma . NO i tak samo jest z kp. bez pomocy sie nie da.

  • Odpowiedz